Koszty leczenia za granicą – jaką wybrać sumę ubezpieczenia? CASE STUDY

Do napisania tego materiału skłoniła mnie informacja o ogłoszonej zbiórce pieniędzy na sprowadzenie do Polski turysty, który w ciężkim stanie przebywa w szpitalu gdzieś w świecie. Przed paru dniami spotkałem się z podobnym przypadkiem w Nowym Sączu , ale o mniejszej skali. Problem jest jednak taki sam. Brak posiadania ubezpieczenia “kosztów leczenie za granicą” (KL), lub niskie sumy ubezpieczenia w posiadanym ubezpieczeniu.

Wysokie czy niskie sumy ubezpieczenia?

Pisałem o tym w kilku materiałach, o wielu aspektach tego samego problemu. Wydawaniu czasem wielkich sum na wycieczkę życia i oszczędzanie na kilkudziesięciu lub kilkuset złotych na dobre ubezpieczenie. O niezrozumiałym oszczędzaniu na ubezpieczeniu kosztów leczenia zawierzeniu, że organizator wycieczki posiada zawarte dla nas ubezpieczenie. Posiada, ale z bardzo niskimi sumami ubezpieczenia oraz włączeniami dodatkowych rozszerzeń i klauzul jak np. koszty transportu ciężko chorego lub zwłok do kraju. Apelowałem do dystrybutorów ubezpieczeń – agentów i OFWCA – aby przy rozpoznaniu potrzeb klienta (APK) wyjaśniali to zagadnienie i proponowali wysokie sumy i szersze zakresy ubezpieczenia kosztów leczenia. Namawiałem nawet, aby przy bardzo niskich SU nie zawierali takiego ubezpieczenia, ze względów etycznych. Mamy zapewnić naszemu klientowi rzeczywistą ochronę w zależności od realnie występujących zagrożeń, a nie jakąś namiastkę zabezpieczenia, bo przecież “wypadki chodzą po ludziach” i potwierdzają to dane statystyczne. Do tego dochodzą znaczne podwyżki cen świadczeń zdrowotnych, kosztów leczenia i usług assistance we wszystkich krajach świata. Wynoszą one od 30-40% w krajach europejskich i od 70-80% w krajach odleglejszych. Miejmy też na uwadze, że Polacy wyjeżdżają do coraz odleglejszych, wręcz egzotycznych krajów i miejsc, gdzie nie zawsze ochrona zdrowia jest na odpowiednio wysokim poziomie i nie zawsze ochrona ze strony ubezpieczycieli jest już odpowiednio zorganizowana. Dlatego w dzisiejszych ubezpieczeniach KL sumy ubezpieczenia muszą być o co najmniej 50% wyższe niż robiliśmy to 2-3 lata temu. Z praktyki wiem, że tak się jednak nie dzieje, i że nadal w przeważającej mierze zawieramy te ubezpieczenia  z zaniżonymi sumami. I jest w tym dużo naszej winy.

Ubezpieczenie turystyczne, a suma gwarantowana pokrycia kosztów leczenia

Wróćmy jednak  do wspomnianego na wstępie przypadku. Dla wyjeżdżającego małżeństwa wycieczka miała być podróżą życia. Kenia, udział w safari, aktywny wypoczynek nad oceanem. Do tego wszystko zorganizowane przez dobre biuro turystyczne. Także ubezpieczenie kosztów leczenia ze sumą gwarancyjną w wysokości 200 000 złotych. Sami wyjeżdżający w innym zakładzie ubezpieczeń dodatkowo ubezpieczyli się także na sumę 200 000 złotych. Można rzecz, zadbali o siebie, mając zagwarantowaną ochronę ubezpieczeniową na 400 000 złotych. Pobyt był bardzo udany do momentu, gdy doszło do pewnego zdarzenia. A do wypadku doszło w bardzo banalny sposób. Podczas kolacji w hotelu, w którym wypoczywali – nazwijmy go Adam – połknął kawałek kości, która utkwiła mu w gardle. Wezwany do hotelu lekarz udrożnił przełyk, zapisał antybiotyk i wszystko wyglądało dobrze. Wszak ubezpieczenie już zadziałało. Tylko, że lekarz udzielający pomocy nie zauważył, że doszło także do uszkodzenia przełyku. W konsekwencji mężczyzna nabawił się zapalenia opłucnej i otrzewnej (jedzenie przedostawało się na zewnątrz do opłucnej), musiał być operowany i utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Jego stan określono jako bardzo  poważny. W żadnym przypadku nie mógł powrócić z wycieczką do kraju. Chorego przewieziono do lepszego szpitala w Mombasie, gdzie przeprowadzono kolejną operację. Nie ma możliwości powrotu do kraju normalnym samolotem i musi to być transport sanitarny. Ale przecież posiadali ubezpieczenia kosztów leczenia na 400 tysięcy złotych. Z tym, że sumy te szybko się wyczerpały. Ubezpieczyciel odmówił opłaty pobytu przy chorym żony, a ten w przyszpitalnym hotelu wynosi 150 dolarów za dobę. Pewnie nie było takiego rozszerzenia w ubezpieczeniach. Prawie wszystkie środki z ubezpieczenia poszły na koszty leczenia szpitalnego, operacje, zabiegi, transport, obsługę. Rodzina z kraju wydała już wszystkie oszczędności, a nawet zapożyczyła się. Obie sumy ubezpieczenia wyczerpały się. A chorego trzeba sprowadzić do kraju gdzie czeka na niego specjalistyczna placówka kliniczna i leczenie. Koszt tego transportu nie taki bagatelny. Minimum 97 tysięcy dolarów! Czyli więcej niż wynosiły oba ubezpieczenia. Stąd ogłoszona zbiórka.

Suma ubezpieczenia kosztów leczenia nie mniejsza niż 200 000 $ lub €

Myślę, że każdy wyciągnie odpowiednie wnioski z opisanego przykładu. A są one proste: suma ubezpieczenia kosztów leczenia za granicą nie może być obecnie mniejsza niż 200 000 dolarów lub euro! Do tego muszą być włączone klauzule i rozszerzenia w zależności:

  • miejsca wyjazdu
  • preferowanych aktywności (sporty ekstremalne, wspinaczki, narciarstwo)
  • wieku ubezpieczonych
  • chorób przewlekłych i tropikalnych

Agent musi dobrze przeprowadzić rozpoznanie potrzeb klienta i posiadać u siebie dokument to potwierdzający. Po szczęśliwym zakończeniu leczenia poszkodowanego, rodzina będzie dochodziła swoich praw od ubezpieczycieli. Niewykluczone, że analizując OWU posiadanych ubezpieczeń, pełnomocnicy prawni (adwokat) zainteresują się sposobem zawarcia tych ubezpieczeń. A pytania będą proste: dlaczego przyjęto tylko takie SU, czy dystrybutor proponował wyższe i czy posiada na to dowody itd. Odpowiedzialność dystrybutora nie jest tutaj wcale wyłączona.

Podsumowanie

Banalny przypadek. Podróż życia zamieniła się w koszmar. Nie wspominam już o wszystkich sprawach finansowych. A zawarcie ubezpieczenia na 400 000  – ale dolarów, a nie złotych –  kosztowałoby ich około 250 – 350 złotych więcej na jednego ubezpieczonego. Czy warto ryzykować? To ostanie pytanie kieruję do agentów zawierających ubezpieczenia kosztów leczenia oraz ubezpieczających się. I odpowiem – nigdy nie warto ryzykować!


Poprzedni wpis

Pojazd wyłączony z ruchu, a OC ppm – co warto wiedzieć?

Następny wpis

Od zielonego kapelusza do ubezpieczeń