Do jednego z pośredników ubezpieczeniowych zgłosił się klient z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu sprawy dotyczącej wypłaty odszkodowania z autocasco. Samochód był młody, miał niewielki deklarowany przebieg i został ubezpieczony na wysoką sumę. Dopiero po powstaniu szkody okazało się, że jego rzeczywista historia wyglądała zupełnie inaczej. BMW wcześniej przez kilka lat pracowało za granicą jako taksówka, miało około 290 tys. km przebiegu i zostało wycofane z eksploatacji.
To przypadek, który pokazuje problem znacznie szerszy niż jedna sporna szkoda: czy przy ubezpieczaniu samochodu sprowadzonego z zagranicy rzeczywiście wiemy, jakie ryzyko przyjmuje ubezpieczyciel?
Samochód miał 43 tys. km. Przynajmniej na liczniku
Historia zaczyna się dość typowo.
Klient kupił na giełdzie kilkuletnie BMW od osoby prywatnej. Sprzedający deklarował, że pracował za granicą i stamtąd przywiózł samochód.
Auto prezentowało się bardzo dobrze. Kupujący został zapewniony, że pochodzi od pierwszego właściciela, było mało używane, a jego przebieg wynosił dokładnie 43 286 km.
Wiarygodność oferty miała dodatkowo potwierdzać opinia osoby przedstawiającej się jako ekspert motoryzacyjny. Dokument sporządzono na piśmie, a koszt opinii podzielili między siebie kupujący i sprzedający.
Cena była wysoka, ale odpowiadała atrakcyjnie prezentującemu się, młodemu samochodowi z niewielkim przebiegiem.
Transakcję zawarto na podstawie umowy, samochód był zarejestrowany, posiadał polisę OC ppm, a następnie został objęty również ochroną autocasco.
Problem pojawił się dopiero po szkodzie.
Po szkodzie zaczęła wychodzić prawdziwa historia auta
Zdarzenie było poważne – doszło między innymi do urwania przedniego zawieszenia i znacznych uszkodzeń samochodu.
Szkoda została zgłoszona z AC. Zakład ubezpieczeń rozpoczął jej likwidację i wypłacił kwotę, którą uznał za bezsporną. Jednocześnie pojawiły się zastrzeżenia dotyczące informacji, na podstawie których wcześniej zawarto umowę ubezpieczenia.
W toku dalszej weryfikacji miało się okazać, że rzeczywista historia pojazdu zdecydowanie odbiega od przedstawionej przy zakupie.
Samochód przez około trzy lata był użytkowany za granicą jako taksówka, a jego przebieg wynosił około 290 tys. km. Następnie został wycofany z użytkowania i przeznaczony do kasacji jako pojazd nienadający się do dalszej eksploatacji.
To jednak nie wszystko.
Po dokładniejszym sprawdzeniu pojawiły się również poważne wątpliwości dotyczące samej transakcji. Osoba sprzedająca pojazd miała posługiwać się cudzą tożsamością. Na cudze dane miał być również zarejestrowany samochód oraz zawarta polisa OC ppm.
Sprawa została zgłoszona organom ścigania.
Dla klienta oznaczało to wyjątkowo trudną sytuację: kupił samochód, który na pierwszy rzut oka wyglądał na legalny, zadbany i mało eksploatowany, a następnie ubezpieczył go w AC zgodnie z informacjami, które – według przedstawionej wersji zdarzeń – sam uważał za prawdziwe.
Gdzie kończy się błąd klienta, a zaczyna próba wyłudzenia?
Ten przypadek dobrze pokazuje, dlaczego likwidacja podobnej szkody może być znacznie bardziej skomplikowana niż zwykłe ustalenie kosztu naprawy.
Z perspektywy zakładu ubezpieczeń pojawia się podstawowe pytanie: czy nieprawdziwe informacje zostały podane świadomie, czy ubezpieczający sam padł ofiarą oszustwa?
To fundamentalna różnica.
Jeżeli właściciel samochodu rzeczywiście kupił go w dobrej wierze i nie wiedział o jego wcześniejszej historii, jego sytuacja jest zupełnie inna niż osoby, która świadomie zawyża wartość pojazdu, ukrywa przebieg lub wcześniejsze szkody, a następnie próbuje uzyskać świadczenie z AC.
Dlatego podobnych spraw nie można rozstrzygać automatycznie.
Trzeba ustalić historię samochodu, pochodzenie dokumentów, przebieg transakcji, wiedzę ubezpieczającego oraz zakres informacji, o które zakład ubezpieczeń pytał przed zawarciem umowy.
Przy wysokiej wartości potencjalnego odszkodowania takie postępowanie może wymagać analizy dokumentacji, pracy ekspertów, prawników, działów przeciwdziałania nadużyciom, a niekiedy również organów ścigania.
Art. 815 Kodeksu cywilnego – ważny, ale nie działa automatycznie
W takich sprawach szczególnego znaczenia nabiera art. 815 Kodeksu cywilnego.
Przepis nakłada na ubezpieczającego obowiązek przekazania ubezpieczycielowi wszystkich znanych mu okoliczności, o które ubezpieczyciel pytał w formularzu oferty albo przed zawarciem umowy w innych pismach.
To istotne zastrzeżenie.
Nie chodzi więc o abstrakcyjny obowiązek samodzielnego przekazania ubezpieczycielowi każdej możliwej informacji dotyczącej samochodu. Znaczenie mają okoliczności znane ubezpieczającemu, o które ubezpieczyciel zapytywał.
Zgodnie z § 3 tego przepisu ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za skutki okoliczności, które z naruszeniem tych obowiązków nie zostały podane do jego wiadomości. W przypadku winy umyślnej przepis wprowadza dodatkowo domniemanie dotyczące związku pomiędzy nieujawnioną okolicznością a wypadkiem i jego następstwami.
Dlatego w przypadku klienta, który sam został wprowadzony w błąd przez sprzedającego, kluczowe może być ustalenie, co faktycznie wiedział w momencie zawierania umowy AC.
Samo ujawnienie po szkodzie, że samochód miał inną historię niż deklarowana, nie odpowiada jeszcze na wszystkie pytania dotyczące odpowiedzialności ubezpieczyciela.
Samochód może wyglądać świetnie i jednocześnie przedstawiać zupełnie inne ryzyko
Opisany przypadek prowadzi do szerszego problemu rynku samochodów używanych sprowadzanych do Polski.
Wśród importowanych pojazdów mogą znajdować się samochody po poważnych szkodach, zalaniach, intensywnej eksploatacji flotowej czy takie, które za granicą zostały przeznaczone do demontażu.
Po odbudowie, naprawach kosmetycznych i korekcie wskazań licznika samochód może wizualnie niewiele różnić się od pojazdu bezwypadkowego o znacznie mniejszym przebiegu.
Z punktu widzenia autocasco różnica jest jednak zasadnicza.
Trzyletnie auto z przebiegiem 40 tys. km, użytkowane prywatnie przez jednego właściciela, nie przedstawia dokładnie tego samego profilu ryzyka co samochód, który przez trzy lata przejechał prawie 300 tys. km jako taksówka.
Różni się stopniem zużycia podzespołów, rzeczywistą wartością rynkową i historią eksploatacji.
Jeżeli system taryfikacyjny tego nie widzi, ubezpieczyciel może przyjąć do ochrony ryzyko inne niż to, które wynika z danych wykorzystanych przy kalkulacji składki.
Gwarantowana suma może dodatkowo zwiększyć problem
Szczególnie istotne staje się to przy produktach AC zawierających gwarantowaną sumę ubezpieczenia lub inne mechanizmy ograniczające spadek wartości pojazdu w okresie ubezpieczenia.
Szczegółowe zasady zawsze zależą od konkretnego produktu i OWU. Sam mechanizm pokazuje jednak, jak ważna jest prawidłowa wycena samochodu już na początku ochrony.
Jeżeli punktem wyjścia jest niepełna lub fałszywa informacja o historii auta, przebiegu albo wcześniejszych szkodach, błędnie określona może zostać również jego wartość.
I właśnie tę słabość mogą próbować wykorzystywać osoby działające w celu wyłudzenia świadczeń.
Schemat może polegać na zakupie mocno uszkodzonego lub intensywnie eksploatowanego samochodu za cenę znacznie niższą od wartości prawidłowego egzemplarza, ukryciu jego rzeczywistej historii, obniżeniu deklarowanego przebiegu i ubezpieczeniu pojazdu jako pełnowartościowego auta.
Kolejnym etapem może być próba uzyskania wysokiego świadczenia wskutek zgłoszonej kradzieży, pożaru albo szkody całkowitej.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy samochód z niepełną historią jest elementem oszustwa ubezpieczeniowego. Dla zakładu ubezpieczeń jest to jednak ryzyko, które trzeba umieć identyfikować.
Nie tylko cofnięty licznik
Problem nie ogranicza się do samochodów z zaniżonym przebiegiem.
Jednym ze scenariuszy są pojazdy skradzione za granicą, którym nadawana jest tożsamość innego samochodu. Może dochodzić do ingerencji w oznaczenia VIN albo wykorzystywania dokumentów legalnie istniejącego pojazdu.
Problem może ujawnić się dopiero wtedy, gdy Policja, Straż Graniczna lub inne organy zidentyfikują rzeczywiste pochodzenie auta.
Drugą kategorią są samochody, które w kraju pochodzenia zostały przeznaczone do demontażu lub wycofane z eksploatacji. Mogą to być auta poważnie rozbite, zalane lub w inny sposób uszkodzone.
Kolejna grupa to pojazdy intensywnie użytkowane wcześniej jako taksówki, samochody z wypożyczalni, auta kurierskie, dostawcze czy flotowe.
Trzyletni samochód może mieć w takim przypadku rzeczywisty przebieg przekraczający 300 tys. km. Jeżeli przed jego wprowadzeniem na polski rynek wskazanie drogomierza zostanie zmanipulowane, system ubezpieczyciela może zobaczyć zupełnie inny pojazd niż ten, który rzeczywiście obejmuje ochroną.
Problem zaczyna się jeszcze przed wystawieniem polisy
W tym miejscu dochodzimy do kwestii najważniejszej z punktu widzenia branży.
Nadużycia ubezpieczeniowe zwykle analizujemy wtedy, gdy szkoda już powstała. Tymczasem część ryzyka można próbować identyfikować znacznie wcześniej – na etapie przyjmowania samochodu do ubezpieczenia.
W przypadku auta sprowadzonego z zagranicy sama marka, model, rocznik, wartość katalogowa i deklarowany przebieg mogą być niewystarczające.
Znaczenie ma historia pojazdu.
Czy wcześniej wystąpiła szkoda całkowita? Czy samochód był zalany? Jak był użytkowany? Czy przebieg jest wiarygodny? Czy dane identyfikacyjne są spójne? Czy pojazd nie figuruje w dostępnych bazach jako skradziony lub wycofany z eksploatacji?
Im wyższa wartość samochodu i potencjalnego świadczenia z AC, tym większe znaczenie ma rzetelna odpowiedź na te pytania.
Agent nie jest śledczym
Nie można oczekiwać, że agent lub OFWCA samodzielnie wykryje profesjonalnie przygotowane oszustwo. Nie ma też dostępu do wszystkich zagranicznych baz i rejestrów.
Jego rola jest jednak istotna.
Przy zawieraniu AC dla samochodu sprowadzonego z zagranicy warto zwrócić szczególną uwagę na niespójności w dokumentacji, nietypowo niski przebieg, historię własności, sposób nabycia pojazdu czy rozbieżności między deklarowaną historią samochodu a dostępnymi informacjami.
W przypadku wątpliwości nie należy ich ignorować tylko dlatego, że system taryfikacyjny pozwala wystawić polisę.
Jednocześnie zakłady ubezpieczeń powinny zapewniać sieciom dystrybucji odpowiednie narzędzia do weryfikacji pojazdów. Agent nie może skutecznie analizować danych, do których nie ma dostępu.
APK nie zastępuje procedur antyfraudowych
Warto przy tym zachować precyzję w kwestii roli analizy potrzeb klienta.
APK nie powinna być traktowana jako substytut procedur antyfraudowych zakładu ubezpieczeń. Jej podstawowym zadaniem jest ustalenie wymagań i potrzeb klienta oraz dopasowanie odpowiedniego produktu.
Jednocześnie informacje uzyskane podczas rozmowy z klientem mogą mieć znaczenie dla prawidłowego przygotowania oferty.
Jeżeli agent dowiaduje się, że samochód został niedawno sprowadzony z zagranicy, ma nietypową historię, został kupiony poza profesjonalnym kanałem sprzedaży albo występują wątpliwości dotyczące jego wartości, powinien zachować szczególną staranność przy zbieraniu informacji wymaganych przez ubezpieczyciela.
Agent powinien więc rzetelnie przeprowadzić APK i proces zawierania umowy, ale odpowiedzialność za systemową weryfikację ryzyka fraudowego nie może zostać przerzucona wyłącznie na dystrybutora.
Potrzebujemy lepszej weryfikacji zagranicznej historii pojazdów
Skuteczniejsze ograniczenie problemu wymaga działań systemowych.
Ocena pojazdu sprowadzonego z zagranicy powinna – szczególnie przy wysokiej wartości AC – uwzględniać możliwie szeroką historię auta, a nie wyłącznie dane podawane przy zawieraniu polisy.
Dostęp do zagranicznych rejestrów, publicznych źródeł i wiarygodnych baz historii pojazdów może pozwolić wcześniej wykrywać samochody po poważnych szkodach, intensywnie eksploatowane, przeznaczone wcześniej do demontażu czy podejrzane pod względem tożsamości.
Wykrycie podwyższonego ryzyka nie zawsze musi oznaczać odmowę ubezpieczenia.
W zależności od zasad konkretnego zakładu i produktu może prowadzić do dodatkowej inspekcji, dokładniejszej wyceny, odmiennej taryfikacji albo ograniczenia możliwości zastosowania określonych klauzul.
Kluczowe jest to, aby ubezpieczyciel wiedział, jakie mienie faktycznie obejmuje ochroną.
Koszt nadużyć ponosi cały rynek
Problem samochodów z ukrytą historią trzeba rozpatrywać również w kontekście kosztów ubezpieczeń komunikacyjnych.
Rosnące koszty części, usług naprawczych i likwidacji szkód już wywierają presję na rentowność portfeli komunikacyjnych.
Jeżeli dodatkowo do portfela trafiają pojazdy wycenione nieadekwatnie do rzeczywistego stanu, z ukrytą historią szkód lub intensywnej eksploatacji, ubezpieczyciel może przyjmować ryzyko, którego nie uwzględnił prawidłowo w składce.
Jeszcze poważniejszym problemem są celowe próby wyłudzania świadczeń.
Koszty takich zdarzeń nie pozostają wyłącznie problemem konkretnej szkody. W dłuższej perspektywie wpływają na wyniki portfela, politykę taryfową, procedury zawierania umów i sposób oceny ryzyka.
Dlatego przeciwdziałanie fraudom jest również elementem ochrony uczciwych klientów przed kosztami generowanymi przez nadużycia.
Im droższe auto, tym mniej miejsca na automatyzm
Przypadek opisanego BMW jest przede wszystkim przestrogą przed nadmiernym zaufaniem do danych widocznych w momencie zawierania ubezpieczenia.
Młody rocznik, atrakcyjny wygląd i niski przebieg na liczniku nie muszą oznaczać młodego, mało eksploatowanego samochodu. Polska rejestracja i istniejąca polisa OC również nie odpowiadają na wszystkie pytania dotyczące wcześniejszej historii pojazdu.
Nie oznacza to, że każdy samochód sprowadzony z zagranicy należy traktować jako podejrzany. Oznacza natomiast, że przy pojazdach o wysokiej wartości, szczególnie obejmowanych szerokim AC, branża powinna dysponować mechanizmami pozwalającymi zweryfikować więcej niż tylko podstawowe dane z formularza.
Dokładniejsze informacje pomagają właściwiej wycenić ryzyko, ograniczać nadużycia i unikać sytuacji, w których prawdziwa historia samochodu wychodzi na jaw dopiero po powstaniu wysokiej szkody.
A wtedy pytanie nie brzmi już tylko: ile należy wypłacić z AC?
Najpierw trzeba ustalić: co tak naprawdę zostało ubezpieczone i co wiedział o tym ubezpieczający w chwili zawierania umowy?
* Art. 815. [Obowiązki ubezpieczającego]
§ 1. Ubezpieczający obowiązany jest podać do wiadomości ubezpieczyciela wszystkie znane sobie okoliczności, o które ubezpieczyciel zapytywał w formularzu oferty albo przed zawarciem umowy w innych pismach. Jeżeli ubezpieczający zawiera umowę przez przedstawiciela, obowiązek ten ciąży również na przedstawicielu i obejmuje ponadto okoliczności jemu znane. W razie zawarcia przez ubezpieczyciela umowy ubezpieczenia mimo braku odpowiedzi na poszczególne pytania, pominięte okoliczności uważa się za nieistotne.
§ 2. Jeżeli w umowie ubezpieczenia zastrzeżono, że w czasie jej trwania należy zgłaszać zmiany okoliczności wymienionych w paragrafie poprzedzającym, ubezpieczający obowiązany jest zawiadamiać o tych zmianach ubezpieczyciela niezwłocznie po otrzymaniu o nich wiadomości. Przepisu tego nie stosuje się do ubezpieczeń na życie.
§ 2.1. W razie zawarcia umowy ubezpieczenia na cudzy rachunek obowiązki określone w paragrafach poprzedzających spoczywają zarówno na ubezpieczającym, jak i na ubezpieczonym, chyba że ubezpieczony nie wiedział o zawarciu umowy na jego rachunek.
§ 3. Ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za skutki okoliczności, które z naruszeniem paragrafów poprzedzających nie zostały podane do jego wiadomości. Jeżeli do naruszenia paragrafów poprzedzających doszło z winy umyślnej, w razie wątpliwości przyjmuje się, że wypadek przewidziany umową i jego następstwa są skutkiem okoliczności, o których mowa w zdaniu poprzedzającym.