W sobotę, 3 października, na przejściu dla pieszych przy al. Józefa Piłsudskiego w Nowym Sączu zginął pieszy potrącony przez Volkswagena Passata. Według dotychczasowych ustaleń śledczych 21-letni kierowca miał poruszać się z prędkością co najmniej 120 km/h i uczestniczyć w nielegalnym wyścigu. Prokuratura uwzględniła ten wątek w przedstawionym mu zarzucie, choć podejrzany zaprzecza, że brał udział w wyścigu.
Za informacjami o prędkości, zarzutach i kolejnych czynnościach śledczych stoi jednak przede wszystkim ludzka tragedia – śmierć człowieka i dramat jego bliskich. Dlatego o sprawie warto mówić z należytą ostrożnością, także analizując jej prawne i ubezpieczeniowe konsekwencje.
Jednym z pytań, które pojawia się w takich sytuacjach, jest odpowiedzialność z obowiązkowego OC. Czy skrajnie niebezpieczne zachowanie kierowcy może pozbawić poszkodowanego lub jego bliskich ochrony? A jeśli ubezpieczyciel wypłaci należne świadczenia, czy może później dochodzić ich zwrotu od kierującego?
Pieszy był na przejściu. Samochód na drugim pasie się zatrzymał
Do tragicznego zdarzenia doszło 3 października około godz. 17.30 na al. Józefa Piłsudskiego w Nowym Sączu. Pieszy przechodził przez oznakowane przejście, prowadząc psa. Kierujący samochodem poruszającym się prawym pasem zatrzymał się przed przejściem. Lewym pasem nadjechał Volkswagen Passat prowadzony przez 21-letniego kierowcę i doszło do potrącenia. Mężczyzna zginął na miejscu.
Kolejne ustalenia śledczych wskazują, że Volkswagen miał w chwili zdarzenia poruszać się z prędkością co najmniej 120 km/h. W miejscu tym obowiązywało ograniczenie do 60 km/h. Kierowca został przebadany na obecność alkoholu – był trzeźwy. Pobrano mu również krew do badań toksykologicznych.
Śledczy badają także wątek nielegalnego wyścigu. Zatrzymany został 20-letni kierowca BMW, który według ustaleń organów ścigania miał uczestniczyć w rywalizacji z kierowcą Volkswagena.
6 października prokuratura poinformowała o przedstawieniu 21-latkowi zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, uwzględniającego okoliczność udziału w nielegalnym wyścigu samochodowym. Podejrzany przyznał się do spowodowania wypadku, ale zaprzeczył, aby uczestniczył w wyścigu. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Ostateczna ocena odpowiedzialności będzie należała do sądu.
Nielegalne wyścigi od tego roku wprost w Kodeksie karnym
Tragedia w Nowym Sączu wydarzyła się kilka miesięcy po istotnej zmianie przepisów dotyczących nielegalnych wyścigów.
29 stycznia 2026 r. weszły w życie regulacje, które wprowadziły do Kodeksu karnego legalną definicję nielegalnego wyścigu pojazdów mechanicznych. Ustawodawca objął tym pojęciem m.in. rywalizację kierujących co najmniej dwoma pojazdami mechanicznymi w ruchu lądowym, z naruszeniem zasad bezpieczeństwa.
Jednocześnie w art. 177 Kodeksu karnego pojawił się § 2a. Jeżeli sprawca powoduje wypadek, którego następstwem jest śmierć człowieka albo ciężki uszczerbek na zdrowiu, uczestnicząc w nielegalnym wyścigu pojazdów mechanicznych, przewidziana kara wynosi od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
To jednak odpowiedzialność karna. Z perspektywy ubezpieczeniowej pojawia się odrębna kwestia: co dzieje się z odpowiedzialnością z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów mechanicznych?
Naganne zachowanie sprawcy nie pozbawia automatycznie ochrony poszkodowanego
W obliczu informacji o bardzo dużej prędkości i podejrzeniu udziału w nielegalnym wyścigu może pojawić się pytanie, czy w takiej sytuacji ubezpieczyciel nadal ponosi odpowiedzialność.
Obowiązkowe OC komunikacyjne ma jednak przede wszystkim zapewniać ochronę osobom poszkodowanym w związku z ruchem pojazdu. Nawet poważne naruszenie przepisów przez kierującego nie oznacza samo w sobie, że poszkodowany lub jego bliscy zostają pozbawieni możliwości dochodzenia roszczeń objętych odpowiedzialnością cywilną sprawcy.
W przypadku śmierci poszkodowanego katalog możliwych roszczeń wynika m.in. z art. 446 Kodeksu cywilnego. W zależności od okoliczności mogą to być m.in. zwrot kosztów leczenia i pogrzebu, renta dla osób uprawnionych, stosowne odszkodowanie w związku ze znacznym pogorszeniem sytuacji życiowej najbliższych członków rodziny oraz zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę.
Każde z tych roszczeń wymaga indywidualnej oceny. W tak świeżej sprawie nie ma podstaw, aby przesądzać, jakie konkretnie roszczenia zostaną zgłoszone przez bliskich zmarłego ani jaka będzie ich wysokość.
Czy ubezpieczyciel może później dochodzić zwrotu świadczeń od kierowcy?
Ochrona poszkodowanych to jedna kwestia. Osobną jest późniejsza relacja między zakładem ubezpieczeń a kierującym, który spowodował szkodę.
W obowiązkowym OC komunikacyjnym istnieje instytucja tzw. regresu nietypowego. W określonych ustawą okolicznościach zakład ubezpieczeń może wypłacić należne świadczenia osobom poszkodowanym, a następnie dochodzić ich zwrotu od kierującego.
Nie następuje to jednak przy każdym poważnym naruszeniu przepisów.
Art. 43 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK wskazuje konkretne przypadki, w których zakład ubezpieczeń może dochodzić od kierującego zwrotu wypłaconego odszkodowania. Dotyczy to m.in. sytuacji, gdy kierujący wyrządził szkodę umyślnie, prowadził po użyciu alkoholu lub określonych środków, wszedł w posiadanie pojazdu wskutek popełnienia przestępstwa, nie posiadał wymaganych uprawnień albo zbiegł z miejsca zdarzenia.
Rzecznik Finansowy wskazuje, że jest to katalog zamknięty.
Sam udział w nielegalnym wyścigu nie oznacza automatycznie regresu
To istotne rozróżnienie również w kontekście postępowania prowadzonego po wypadku w Nowym Sączu.
W katalogu określonym w art. 43 ustawy nie ma odrębnej przesłanki regresowej w postaci „udziału w nielegalnym wyścigu”. Nie ma tam również samego przekroczenia dopuszczalnej prędkości, nawet bardzo znacznego.
Nie można więc przyjąć prostego założenia, że jeżeli zostanie potwierdzony udział kierowcy w nielegalnym wyścigu, zakład ubezpieczeń automatycznie uzyska prawo do odzyskania od niego wszystkich wypłaconych świadczeń.
Odpowiedzialność karna kierującego oraz możliwość zastosowania regresu ubezpieczeniowego to odrębne kwestie, oceniane na podstawie innych przepisów.
Według dotychczasowych informacji kierowca Volkswagena był trzeźwy i został zatrzymany po zdarzeniu. Nadal oczekiwano natomiast na wyniki badań toksykologicznych. Na obecnym etapie nie ma więc podstaw, aby przesądzać, czy w tej konkretnej sprawie zakładowi ubezpieczeń będzie przysługiwało roszczenie regresowe.
Skrajnie niebezpieczna jazda a umyślne wyrządzenie szkody
Art. 43 ustawy przewiduje możliwość regresu także wtedy, gdy kierujący wyrządził szkodę umyślnie.
Tutaj również potrzebna jest ostrożność. Świadome naruszenie przepisów ruchu drogowego nie musi być równoznaczne z umyślnym wyrządzeniem konkretnej szkody.
Kierowca może świadomie przekraczać prędkość, podejmować ryzykowne zachowania na drodze czy – jeżeli zostanie to udowodnione – świadomie uczestniczyć w nielegalnym wyścigu. Samo to nie pozwala jednak automatycznie stwierdzić, że umyślnie spowodował śmierć konkretnej osoby.
Ocena tej kwestii wymaga analizy okoliczności konkretnego zdarzenia i nie powinna być przesądzana na podstawie doniesień medialnych.
Jedna tragedia, różne płaszczyzny odpowiedzialności
Sprawa z Nowego Sącza pokazuje jednocześnie, jak wiele różnych konsekwencji prawnych może wiązać się z jednym zdarzeniem drogowym. Analizując je z perspektywy ubezpieczeniowej, trzeba wyraźnie oddzielić poszczególne płaszczyzny odpowiedzialności.
Pierwsza to odpowiedzialność karna kierowcy. Tu znaczenie mają m.in. okoliczności wypadku, prędkość, sposób jazdy oraz – w tej sprawie – ustalenie, czy doszło do udziału w nielegalnym wyścigu.
Druga to odpowiedzialność cywilna za wyrządzoną szkodę i związana z nią odpowiedzialność gwarancyjna ubezpieczyciela OC. Jej podstawową funkcją jest ochrona osób poszkodowanych.
Trzecia płaszczyzna to ewentualne roszczenie regresowe zakładu ubezpieczeń wobec kierującego. Tutaj decydujące znaczenie ma ustalenie, czy wystąpiła jedna z przesłanek wskazanych przez ustawodawcę.
Co warto wiedzieć z perspektywy dystrybucji ubezpieczeń?
Tak tragiczne zdarzenia przypominają również o funkcji, jaką pełni obowiązkowe OC komunikacyjne. Nie jest ono wyłącznie zabezpieczeniem majątku kierowcy, który spowodował wypadek. Przede wszystkim tworzy system ochrony osób, które poniosły szkodę w związku z ruchem pojazdu.
Dla agentów istotne jest zatem rozróżnienie, które może pojawiać się także w rozmowach z klientami: nawet bardzo poważne naruszenie przepisów przez kierowcę nie oznacza automatycznie, że osoba poszkodowana traci ochronę.
Jednocześnie wypłata świadczenia przez zakład ubezpieczeń nie zawsze oznacza, że dla kierującego kończą się finansowe konsekwencje zdarzenia. Jeżeli wystąpi jedna z ustawowych przesłanek regresu, ubezpieczyciel może dochodzić od niego zwrotu wypłaconych kwot.
Postępowanie nadal trwa
Tragedia na al. Piłsudskiego wydarzyła się zaledwie kilka dni temu. Postępowanie nadal trwa, a część okoliczności będzie dopiero wyjaśniana.
21-letni kierowca Volkswagena usłyszał zarzut uwzględniający udział w nielegalnym wyścigu, ale zaprzeczył tej części zarzutu. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny tymczasowy areszt. O tym, jak ostatecznie zostanie oceniona jego odpowiedzialność, zdecyduje dalsze postępowanie i sąd.
Dlatego również z perspektywy ubezpieczeniowej należy powstrzymać się od przesądzania, czy w tej konkretnej sprawie powstanie prawo do regresu.
Można natomiast wskazać ogólną zasadę, która ma znaczenie znacznie szersze niż to jedno zdarzenie: odpowiedzialność karna sprawcy, prawo poszkodowanych do świadczeń z OC oraz możliwość regresu ubezpieczyciela to trzy odrębne kwestie. Nawet w przypadku skrajnie niebezpiecznego zachowania kierowcy każda z nich wymaga osobnej oceny na podstawie obowiązujących przepisów.
Źródła: