Do 3 października 2026 r. część przedsiębiorstw i innych organizacji musi dokonać samorejestracji w Wykazie podmiotów kluczowych i podmiotów ważnych KSC. To jeden z pierwszych widocznych efektów wdrożenia w Polsce dyrektywy NIS2. Z perspektywy rynku ubezpieczeniowego ważniejszy od samego wpisu do wykazu jest jednak szerszy proces: firmy mają identyfikować cyberryzyko, wdrażać odpowiednie zabezpieczenia i przygotowywać się do reagowania na incydenty. A to zmienia również sposób, w jaki warto rozmawiać z przedsiębiorcami o ubezpieczeniu cyber.
3 października to dopiero początek
Ministerstwo Cyfryzacji przypomina, że 3 października 2026 r. upływa termin na złożenie wniosku o wpis do Wykazu KSC przez podmioty zobowiązane do samorejestracji. Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, wdrażająca do polskiego prawa dyrektywę NIS2, rozszerzyła katalog sektorów i organizacji objętych regulacją.
Nie oznacza to jednak, że każda firma działająca w Polsce musi do 3 października dokonać wpisu. Przedsiębiorstwo powinno najpierw przeprowadzić samoidentyfikację. Znaczenie mają m.in. sektor działalności, rodzaj świadczonych usług, wielkość organizacji oraz pozostałe kryteria określone w ustawie. Część podmiotów jest ponadto wpisywana do wykazu z urzędu.
Sam wpis nie zamyka jednak tematu.
Kolejna istotna data to 3 kwietnia 2027 r. Do tego czasu podmioty objęte okresem dostosowawczym mają m.in. rozpocząć korzystanie z systemu S46 i wdrożyć obowiązki wynikające z nowych przepisów. Ministerstwo wskazuje wśród nich przygotowanie i wdrożenie systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji, zarządzanie incydentami i ich zgłaszanie do właściwych zespołów CSIRT czy wyznaczenie osób odpowiedzialnych za kontakty w ramach KSC.
I właśnie tutaj zaczyna się szczególnie interesujący dla ubezpieczycieli i pośredników wątek.
Cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie problemem działu IT
Nowe regulacje wzmacniają podejście, w którym cyberzagrożenie jest traktowane jako ryzyko całej organizacji, a nie wyłącznie problem techniczny.
Podmioty kluczowe i ważne mają wdrożyć odpowiednie środki organizacyjne, techniczne i operacyjne służące bezpieczeństwu sieci i systemów informacyjnych. Celem jest zarówno ograniczanie ryzyka cyberzagrożeń, jak i zapewnienie ciągłości działania.
Z perspektywy rynku ubezpieczeniowego ma to duże znaczenie.
Cyberatak może przecież oznaczać nie tylko konieczność przywrócenia systemów. W zależności od charakteru zdarzenia konsekwencjami mogą być m.in. przestój działalności, utrata lub naruszenie danych, koszty specjalistów IT i obsługi prawnej, odpowiedzialność wobec osób trzecich czy wydatki związane z obsługą samego incydentu.
Nie każdy z tych kosztów będzie automatycznie objęty ochroną. Zakres odpowiedzialności zależy od konkretnego produktu, OWU, limitów, wyłączeń i okoliczności zdarzenia. Dlatego polisy cyber nie można traktować jako jednego, identycznego na całym rynku rozwiązania.
Cyberpolisa nie zastępuje cyberbezpieczeństwa
To rozróżnienie może być jednym z najważniejszych elementów rozmowy pośrednika z klientem biznesowym.
Ubezpieczenie cyber nie zastępuje obowiązków wynikających z KSC ani nie jest sposobem na osiągnięcie zgodności z NIS2.
Regulacje dotyczą przede wszystkim zarządzania ryzykiem i odpornością organizacji. Ubezpieczenie pełni inną funkcję – może służyć transferowi określonych finansowych konsekwencji ryzyka, którego mimo zastosowanych zabezpieczeń nie da się całkowicie wyeliminować.
Można więc mówić o dwóch uzupełniających się warstwach:
prewencja i odporność – organizacja identyfikuje ryzyko, wdraża procedury i zabezpieczenia oraz przygotowuje się do reagowania na incydenty,
transfer części ryzyka – przedsiębiorstwo analizuje, które finansowe konsekwencje zdarzenia może, przy spełnieniu warunków konkretnej umowy, przenieść na ubezpieczyciela.
To istotna zmiana perspektywy również dla dystrybucji.
Pytanie „czy chce Pan polisę cyber?” może już nie wystarczyć
W przypadku ryzyk majątkowych agent od dawna pyta przedsiębiorcę o budynki, maszyny, zabezpieczenia przeciwpożarowe czy wartość majątku. W cyberubezpieczeniach podobne znaczenie ma poznanie cyfrowej infrastruktury przedsiębiorstwa i skutków jej niedostępności.
W praktyce ocena ryzyka może dotyczyć m.in. stosowanych zabezpieczeń dostępu, kopii zapasowych, procedur reagowania na incydenty, aktualizacji systemów, dostawców zewnętrznych czy rodzaju przetwarzanych danych. Zakres wymaganych informacji i kryteria oceny ryzyka są jednak zależne od konkretnego ubezpieczyciela.
Dla pośrednika oznacza to przesunięcie rozmowy z samego produktu na ekspozycję przedsiębiorstwa na ryzyko.
Warto wiedzieć nie tylko, jakie systemy posiada klient, ale przede wszystkim: co stanie się z jego biznesem, jeżeli przez dzień, trzy dni albo tydzień nie będzie mógł z nich korzystać? Które procesy są krytyczne? Jakie dane przechowuje? Od jakich zewnętrznych dostawców technologii zależy? Jakie koszty może wygenerować poważny incydent?
Dopiero na tej podstawie można analizować dostępne rozwiązania ubezpieczeniowe.
Polski rynek cyberubezpieczeń nadal nie jest jednorodny
Co ciekawe, bardzo aktualnego kontekstu dostarcza analiza opublikowana w sierpniu 2026 r. w „Wiadomościach Ubezpieczeniowych” PIU. Autorzy przeanalizowali produkty krajowych zakładów ubezpieczeń przeznaczone dla MŚP oraz jednostek samorządu terytorialnego.
Wnioski wskazują na ograniczoną liczbę dedykowanych produktów cyberubezpieczeniowych w Polsce, istotne różnice w zakresie oferowanej ochrony oraz brak pełnego dopasowania oferty do struktury zagrożeń identyfikowanych w badanych sektorach.
To ważny sygnał dla dystrybutorów.
W cyberubezpieczeniach szczególnie ryzykowne jest posługiwanie się ogólnym stwierdzeniem „polisa cyber obejmuje…”. Dwa produkty funkcjonujące pod podobną nazwą mogą różnić się zakresem, limitami, wymaganiami dotyczącymi zabezpieczeń, definicjami zdarzeń czy wyłączeniami odpowiedzialności.
W praktyce rośnie więc znaczenie nie tylko samego zaoferowania produktu, ale dokładnej analizy potrzeb przedsiębiorstwa i warunków konkretnej umowy.
A co z samą branżą ubezpieczeniową?
Tutaj potrzebne jest ważne rozróżnienie. Nie należy automatycznie przekładać nowych obowiązków KSC na wszystkie podmioty działające na rynku ubezpieczeniowym.
Sektor finansowy funkcjonuje również w reżimie DORA – unijnego rozporządzenia dotyczącego operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego. W jego zakresie znajdują się m.in. zakłady ubezpieczeń i reasekuracji oraz określeni pośrednicy ubezpieczeniowi.
Jednocześnie DORA przewiduje wyłączenie m.in. dla pośredników ubezpieczeniowych, reasekuracyjnych i oferujących ubezpieczenia uzupełniające, którzy kwalifikują się jako mikroprzedsiębiorstwa albo małe lub średnie przedsiębiorstwa. Dlatego sytuację konkretnego podmiotu trzeba oceniać indywidualnie, zamiast przyjmować, że każdy agent czy multiagent podlega identycznemu zestawowi wymagań.
Dla branży jest to jednocześnie przypomnienie o czymś szerszym: cyberryzyko dotyczy nie tylko klientów, którym sprzedawana jest ochrona. Dotyczy także samych organizacji przetwarzających dane klientów, obsługujących polisy i wykorzystujących coraz większą liczbę systemów cyfrowych.
Dla agentów i brokerów to może być nowy punkt wejścia do rozmowy z firmą
Termin 3 października jest wydarzeniem regulacyjnym, ale z perspektywy dystrybucji ubezpieczeń może stać się także dobrym momentem do ponownego spojrzenia na potrzeby klientów biznesowych.
Nie chodzi o wykorzystanie NIS2 jako prostego argumentu sprzedażowego w rodzaju: „pojawiły się nowe przepisy, więc potrzebna jest polisa”. Takie uproszczenie byłoby błędne.
Znacznie wartościowsza może być rozmowa o tym, jak zmieniła się ekspozycja przedsiębiorstwa na cyberryzyko i jakie finansowe konsekwencje pozostają po wdrożeniu wymaganych zabezpieczeń.
Dla pośrednika mogą być szczególnie istotne pytania o ciągłość działalności, uzależnienie firmy od systemów IT, charakter przetwarzanych danych, odpowiedzialność wobec kontrahentów oraz faktyczne koszty możliwego przestoju.
To także dobry moment, aby wrócić do klientów, którzy kilka lat temu uznali cyberubezpieczenie za produkt niepotrzebny. Ich infrastruktura, skala cyfryzacji, zależność od dostawców technologicznych i otoczenie regulacyjne mogły się od tego czasu istotnie zmienić.
KSC może przyspieszyć dojrzewanie rynku cyber
Nowelizacja ustawy nie tworzy obowiązku zakupu cyberubezpieczenia. Może jednak pośrednio wpływać na rynek poprzez zwiększanie świadomości cyberryzyka oraz wymuszanie na części organizacji bardziej uporządkowanego podejścia do bezpieczeństwa.
Dla ubezpieczycieli oznacza to przestrzeń do dalszego rozwoju produktów i modeli oceny ryzyka. Dla brokerów i agentów – potrzebę coraz lepszego rozumienia zarówno technologicznej ekspozycji klienta, jak i warunków dostępnych na rynku polis.
3 października jest więc ważną datą, ale nie najważniejszą zmianą. Znacznie istotniejsze jest to, że zarządzanie cyberryzykiem coraz mocniej wchodzi do codziennego zarządzania przedsiębiorstwem. A wraz z nim powinna dojrzewać rozmowa o tym, które skutki tego ryzyka firma jest w stanie ograniczyć sama, a które może i chce transferować na rynek ubezpieczeniowy.